środa, 26 lutego 2014

Buzi-buzi.

 Dzisiaj wzięłam się za interpretację dzieła Gustava Klimta Pocałunek, w którym to dziele mężczyzna całuje policzek kochanki, czule wykręcając jej szyję i popychając ją tym samym do romansu z kołnierzem ortopedycznym.
...a kobieta ze średnim entuzjazmem zaopatruje się na dożywotni paraliż. Ach, ci faceci.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Narodziny Wenus, Dixie Leoticelli, 2014

Nieraz dane było mi słyszeć słowa: Weź zacznij rysować pastisze obrazów.
Zaczęłam więc rysować pastisze obrazów:
Rok temu też stworzyłam swoją pierwszą  interpretację Narodzin Wenus Boticelliego, jednak kierowana ambicją postanowiłam na te dzieło nałożyć kilka subtelnych poprawek, których efekt widać powyżej.
Patrząc na moją pracę w tym momencie wiem, że być może za rok znowu zajmę się subtelnymi poprawkami, gdyż widzę tyle niedociągnięć, że robi mi się słabo!
(Nie, nie staram się być skromna. Po prostu kiedyś usłyszałam, że samokrytycyzm jest typowy dla geniuszy.)
Tak naprawdę nie posiadam umiejętności oceny własnych prac, więc przed opublikowaniem każdej (no dobra, PRAWIE każdej), potrzebuję konsultacji z moimi siostrami, które zawsze służą mi pomocną opinią i konstruktywną krytyką. Dzięki nim dowiedziałam się, że Zefir
wygląda bardziej jak Tarzan, co zburzyło mi moją harmonię w przyrodzie.

środa, 12 lutego 2014

Bania(lu)ki.

W najbliższym czasie czeka mnie sporo rysowania twarzy, więc jestem niezmordowana w rysowaniu baniaków.
Nie jest niespodzianką fakt, że rysowanie buziek jest moją słabością, która od początku mojej artystycznej kariery (hehehe) nie chce mi się znudzić. Czas artystycznych wyzwań jednak przyjdzie, a wtedy dopiero okaże się, że nie umiem rysować tak pięknie jak niektórzy ludzie z Behance...
*depresja*


 ...a na depresję najlepsza jest praca, także wybaczcie - idę rysować!

wtorek, 11 lutego 2014

Ladybug

Wczoraj wieczorem prowadziłam głęboko fascynującą konwersacje z moimi znajomymi, podczas której zupełnie przez przypadek powstało coś takiego:


niedziela, 9 lutego 2014

O rety - portrety!

Moja dobra znajoma poprosiła mnie jakiś czas temu o sportretowanie kilku dziewczyn do jej nowego projektu. Zgodziłam się od razu, gdyż rysowanie portretów jest przecież TAKIE PROSTE.
Życie jednak znów sobie ze mnie zakpiło, a praca, której się podjęłam okazała się wcale-nie-taka-łatwa. Prawdopodobnie przez to, że od bardzo dawna nie podjęłam się rysowania żadnej konkretnej osoby, uchwycenie czyichś rysów twarzy okazało się być dla mnie dość problematyczne. 
Jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym przeżyłam chwile zwątpienia. Jednak - jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym - najbliższa rodzina dała mi do zrozumienia, co powinno być dla mnie najważniejsze (Dixie, przestań bazgrolić i chodź jeść!). W końcu - jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym - uwierzyłam w siebie na nowo i słuchając pompatycznej muzyki w tle - postanowiłam walczyć, spędzając cały dzień na rysowaniu prawdziwych ludzi!