niedziela, 25 maja 2014

Kurde mol!


Dziś mam dla Was suchara, który być może wysuszy całą wodę z Bałtyku.
Korzystając z chwili wolnego czasu (która tak naprawdę nie powinna być moim wolnym czasem) przerysowałam Kurde Mola, gdyż te dwa słowa cisną mi się na usta dość często w ostatnim czasie, gdyż jak każdy student jestem ostatnimi czasy zrozpaczona nadchodzącym nawałem obowiązków, który zaburza moją sielankę. 
Kurde mol!*

* poprawną formą w mianowniku liczby pojedyńczej od mola jest nie mol, tylko mól.

niedziela, 18 maja 2014

...jak królik z kapelusza.


Termin zdawania prac licencjackich i letnia sesja egzaminacyjna zapewne wyskoczy wkrótce jak królik z kapelusza *sprytne nawiązanie do pracy powyżej*. Jako, że edukacja jest w moim przypadku priorytetem, mogę się pochwalić tryliardem nowych rysunków. Gdyby licencjat można sobie było narysować, to miałabym już doktorat.
 Niestety - sporej części mojej twórczości nie mogę Wam pokazać, jednak mam kilka pomysłów, którymi wkrótce pochwalę się przed światem. Albo chociaż przed moimi dwoma licznymi czytelnikami.
Proszę, trzymajcie za mnie kciuki przez najbliższy miesiąc!

czwartek, 10 kwietnia 2014

poniedziałek, 31 marca 2014

Roman - miłości omam.

Czas na finał Randki w Jasno!
Jak łatwo było przewidzieć - Waszym księciem z bajki okazał się Roman, którego urodę zauważyłby z daleka nawet Stevie Wonder.


A teraz wyobraźcie sobie te bezkresne oceany miłości, niezmierzone pokłady uwielbienia, które Roman żywi właśnie do... samego siebie!
Nigdzie indziej nie spotkacie braku osobowości opakowanego w tak wspaniałe ciało. Z łatwością utoniecie w błękicie jego oczu - niestety Roman nie będzie w stanie Was uratować, gdyż z pewnością będzie zbyt zaabsorbowany wpadaniem w samozachwyt. 
Roman jest ROMANtyczny, interesuje się architekturą ROMAŃską, a jego ulubioną książką są Ballady i ROMANse. 
Bardzo łatwo zaskarbić sobie jego serce - wystarczy zaopatrzyć się w superklej i przymocować sobie lustro do twarzy.

czwartek, 20 marca 2014

OMNOMNOM

Teraz duch Caravagia z pewnością będzie mnie nawiedzał po nocach, gdyż po raz drugi zabrałam się za jego dzieło. Tym razem na widelec wzięłam Młodzieńca z koszem owoców.
Chłopaczek przedstawiony na obrazie Caravaggia według jednej z interpretacji jest alegorią młodości i natury, a dojrzałe owoce mogą symbolizować zakazane owoce z drzewa życia.
Zakazanym owocem w potocznym rozumieniu nazywamy coś zabronionego - mimo to młodzieniec w mojej wersji tego dzieła, zdaje się bez większego przejęcia radośnie wchrzaniać soczyste jabłuszka, skazując się tym samym na gniew Bozi i w rezultacie na wykopanie ze studiów z powodu olewania licencjatu na rzecz rysowania... ;____;

poniedziałek, 17 marca 2014

Dziady

Za każdym razem, kiedy upubliczniam swoje prace, ogromną rolę mają dla mnie Wasze słowa. Otrzymując pochlebny komentarz serce me ściska nieopisana radość, a mierząc się z krytyką pokornie spuszczam głowę i wbijam szpilkę w laleczkę voodoo, starając zachować się w sposób jak najbardziej dojrzały. 
Dwa dni temu odświeżyłam Randkę w jasno - nowa jej odsłona nie wszystkim jednak przypadła do gustu. Jedną z osób, która nie zareagowała entuzjastycznie na mojego odgrzanego kotleta okazała się być Arctic Betty, której twórczości jestem entuzjastką od jakiegoś już czasu. 
Pod wpływem jej komentarza, postanowiłam stworzyć rysunek z dedykacją dla wszystkich, którzy też wolą starych. Specjalnie dla Was: stary Alojz, Roman i Mieczysław:


...i druga wersja, gdyż nie mogę się zdecydować która lepsza:

sobota, 15 marca 2014

Randka w jasno 2.0

Lubię od czasu do czasu utwierdzić się w tym, że się artystycznie rozwijam, a nie ma lepszego sposobu by to sprawdzić, jak odgrzewanie kotletów! Mam nadzieję, że będzie dla Was strawny, ten kotlet. 
Zaczynamy!

Zepsuł Ci się stary chłopak? Wyglądasz jak zbiegły z lodówki pasztet przez co chłopcy nie zwracają na Ciebie uwagi? Czas porzucić wszystkie swoje troski!
Po co masz mieć prawdziwego chłopaka skoro możesz mieć wymyślonego! Poniżej przedstawiam trzech wspaniałych kandydatów, z których jeden z nich już dziś może stać się Twoim księciem z bajki:

 Stara wersja Randki w jasno tutaj.

sobota, 8 marca 2014

Będę rzygał.

Postanowiłam poddać się gorączce sobotniej nocy i narysować boga wina, dzikiej natury i wszelkiej imprezy - Bachusa.
W tym odcinku Pimp My Malarz zabrałam się za dzieło Caravaggia - Chory Bachus. Miałam z tym obrazem problem od jakiegoś czasu, gdyż przedstawiony na obrazie bóg wcale nie wyglądał mi na chorego. Ten subtelny, cielęcy uśmiech połączony z czule dzierżoną w jego dłoniach kiścią winogron wskazywałyby raczej  nie na chorobę, a na żywioną przez bohatera obrazu nadzieję, ze niedługo wspomniana kiść sfermentuje i będzie więcej wina.
W każdym razie stworzyłam własną interpretację, zapewne dużo mniej wdzięczną niż dzieło Caravaggia, ponieważ na mojej pracy Bachus rzeczywiście jest chory.
Oj, tak bardzo chory.

niedziela, 2 marca 2014

Dama ma kota

Dzisiaj w grobie przewraca się Leonardo da Vinci:
Miałam zupełnie inny pomysł na ten rysunek. Dama z łasiczką miała pozostać Damą z łasiczką, z tym wyjątkiem, że łasiczka na moim obrazie miała być raczej szalem z łasicy.
Jednak okazało się, że kompletnie nie umiem tego zwierzątka narysować, nawet jeśli miałoby być tylko szalem *smutek* uznałam, że nie ma co na początku mojej kariery zadzierać z PETĄ i wyszła mi z tego taka oto, o - przyjazna braciom mniejszym (a zwłaszcza tym najbardziej gównianie narysowanym) Dama z kotem.

środa, 26 lutego 2014

Buzi-buzi.

 Dzisiaj wzięłam się za interpretację dzieła Gustava Klimta Pocałunek, w którym to dziele mężczyzna całuje policzek kochanki, czule wykręcając jej szyję i popychając ją tym samym do romansu z kołnierzem ortopedycznym.
...a kobieta ze średnim entuzjazmem zaopatruje się na dożywotni paraliż. Ach, ci faceci.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Narodziny Wenus, Dixie Leoticelli, 2014

Nieraz dane było mi słyszeć słowa: Weź zacznij rysować pastisze obrazów.
Zaczęłam więc rysować pastisze obrazów:
Rok temu też stworzyłam swoją pierwszą  interpretację Narodzin Wenus Boticelliego, jednak kierowana ambicją postanowiłam na te dzieło nałożyć kilka subtelnych poprawek, których efekt widać powyżej.
Patrząc na moją pracę w tym momencie wiem, że być może za rok znowu zajmę się subtelnymi poprawkami, gdyż widzę tyle niedociągnięć, że robi mi się słabo!
(Nie, nie staram się być skromna. Po prostu kiedyś usłyszałam, że samokrytycyzm jest typowy dla geniuszy.)
Tak naprawdę nie posiadam umiejętności oceny własnych prac, więc przed opublikowaniem każdej (no dobra, PRAWIE każdej), potrzebuję konsultacji z moimi siostrami, które zawsze służą mi pomocną opinią i konstruktywną krytyką. Dzięki nim dowiedziałam się, że Zefir
wygląda bardziej jak Tarzan, co zburzyło mi moją harmonię w przyrodzie.

środa, 12 lutego 2014

Bania(lu)ki.

W najbliższym czasie czeka mnie sporo rysowania twarzy, więc jestem niezmordowana w rysowaniu baniaków.
Nie jest niespodzianką fakt, że rysowanie buziek jest moją słabością, która od początku mojej artystycznej kariery (hehehe) nie chce mi się znudzić. Czas artystycznych wyzwań jednak przyjdzie, a wtedy dopiero okaże się, że nie umiem rysować tak pięknie jak niektórzy ludzie z Behance...
*depresja*


 ...a na depresję najlepsza jest praca, także wybaczcie - idę rysować!

wtorek, 11 lutego 2014

Ladybug

Wczoraj wieczorem prowadziłam głęboko fascynującą konwersacje z moimi znajomymi, podczas której zupełnie przez przypadek powstało coś takiego:


niedziela, 9 lutego 2014

O rety - portrety!

Moja dobra znajoma poprosiła mnie jakiś czas temu o sportretowanie kilku dziewczyn do jej nowego projektu. Zgodziłam się od razu, gdyż rysowanie portretów jest przecież TAKIE PROSTE.
Życie jednak znów sobie ze mnie zakpiło, a praca, której się podjęłam okazała się wcale-nie-taka-łatwa. Prawdopodobnie przez to, że od bardzo dawna nie podjęłam się rysowania żadnej konkretnej osoby, uchwycenie czyichś rysów twarzy okazało się być dla mnie dość problematyczne. 
Jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym przeżyłam chwile zwątpienia. Jednak - jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym - najbliższa rodzina dała mi do zrozumienia, co powinno być dla mnie najważniejsze (Dixie, przestań bazgrolić i chodź jeść!). W końcu - jak w każdym porządnym, amerykańskim filmie familijnym - uwierzyłam w siebie na nowo i słuchając pompatycznej muzyki w tle - postanowiłam walczyć, spędzając cały dzień na rysowaniu prawdziwych ludzi!

sobota, 25 stycznia 2014

Dixie kontra Sroga babcia - ostatnie starcie.

Teraz czas na Wasze starcie ze Srogą Babcią. Pojedynek na spojrzenia za trzy, dwa jeden...



Pimpnięta wersja mej spierniczonej pracy.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od rysowania boli mnie bania.

Postanowiłam dać upust mojej artystycznej wrażliwości, więc nawet w tytule dzisiejszego wpisu umieściłam obnażające moją duszę haiku.
Zarwałam wczorajszą noc na rysowaniu, które szło mi o wiele dłużej niż zwykle, gdyż dane mi było pracować na moim niepełnosprawnym sprzęcie - kimże jednak bym była, gdybym nie poświęcała się dla sztuki?


Jeśli ktoś z Was ma ochotę rzucić okiem na to jak mniej więcej wyglądają etapy mojej pracy, to proszę bardzo.

niedziela, 12 stycznia 2014

Babcia jest zniesmaczona Twoim siorbaniem.

Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam w dłoni pędzel. 
Tęsknota do malowania spłynęła na mnie dziś jak święta łaska, więc zakasałam rękawy i wielce natchniona zabrałam się do roboty.
Szło mi lepiej, niż przypuszczałam. Z każdą kolejną kreską, każdym, kładzionym na kartkę kolorem zbliżałam się do upragnionego triumfu. 
...jednak życie po raz kolejny postanowiło sobie ze mnie zakpić i w momencie mej największej euforii postanowiło mi przypomnieć, że momenty radości nie mogą trwać wiecznie. 
Kiedy skończyłam malować, musiałam zmierzyć się z bolesną prawdą - obraz zdecydowanie miał lata świetności za sobą. Efekt finalny zniesmaczył moją babcię jeszcze bardziej, niż Twoje siorbanie.

Dla odważnych: klik.

sobota, 11 stycznia 2014

Taka gapa!

Zapewne zdarzyło Wam się wyjść z psem, ale bez psa, czy iść wyrzucić śmieci bez śmieci - tym samym na pewno nie jest Wam obce uczucie, jakiego doświadczyłam  niedawno, na własnej skórze.
Chodzenie z głową w chmurach jest dla mnie typowe. Wczoraj jednak przeszłam samą siebie - zamiast pójść ćwiczyć na siłownię ZUPEŁNIE PRZEZ PRZYPADEK zostałam w domu, przy komputerze i słodkiej kawie!