środa, 16 stycznia 2013

Powołanie.

Wielkimi krokami zbliżają się egzaminy, czyli moment, w którym z reguły zamieniam się w jęczącą Martę i zapominam dlaczego wybrałam sobie akurat Historię Sztuki jako kierunek, z którym będzie łączyło mnie przynajmniej te kilka lat studiów.  Jednak tym razem nie mam zamiaru biadolić, bo właśnie dziś poczułam powołanie.

Oglądałam z moją kochaną mamą i kochaną siostrą jakiś serial, „Stara miłość nie rdzewieje” czy „Zrobię ci bliźniaki a potem stanę się ciałem astralnym z Agnieszką Włodarczyk” – czy jakoś tak. Serial był bardzo dyskusyjnej jakości, jednak jako że każda chwila mego życia przepełniona jest mądrością, to postanowiłam zaznać trochę egzotyki dla odmiany.
W każdym razie w pewnym momencie nastąpiła scena, gdy młody chłopak lampi się w oblicze niewiasty i podniosłym tonem oznajmia jej ten oto bajer: „przypominasz mi kobiety z obrazów Botticella”, na co moja siostra z obruszeniem w głosie oznajmiła: "To Botticelli też maluje?! Przecież to śpiewak operowy, na dodatek ślepy!".
Te perły mądrości uświadomiły mi, że jestem na właściwej ścieżce życia. Gdy tylko scena miłosna ustąpiła scenie afery związanej z wylewaniem szamba na pole (serio!), zanurzyłam nos w książce, ponownie zaczytując się o architekturze.

niedziela, 13 stycznia 2013

Za abażurem chłopcy sznurem.

 Rok temu namalowałam ten obsypany brokatem obraz. Dzisiaj, gdy przez przypadek odnalazłam moje buteleczki z brokatem postanowiłam pójść wydeptaną przeze mnie drogą, skorzystać ze swojego artystycznego doświadczenia i obrokacić panią powyżej, żeby stała się bardziej olśniewająca.

sobota, 12 stycznia 2013

Pachnie bardzo ładnie.


Zbliża się mroczna data grozy, kiedy to znowu zapewne uświadomię sobie, że nadaję się bardziej do pracy na plantacji bobu albo przemycania bimbru do Lichtensztajnu niż do uczenia się. Żeby nie umrzeć pod natłokiem świadomości ile to jeszcze książek muszę przeczytać, których nie przeczytam, postanowiłam zając się tym co lubię - malowaniem. 
Tym razem padło na akwarelki i buteleczki od perfum, które zbieram, nie wiem po co, ale są bardzo ładne.

czwartek, 10 stycznia 2013

Masz babo placek.

Jako, że jestem totalną pierdołą jeśli chodzi o kulinaria, a gotowanie przecież jest ostatnio takie trendi, to postanowiłam zmienić stan rzeczy i spróbować swoich sił w wypiekach. Na moje nieszczęście posiadam w domu mamę z patologicznymi ciągotami do przebywania na terenie kuchni, musiałam więc zacząć od walki o terytorium. Po osiągniętym zwycięstwie (mamy akurat w domu nie było) wzięłam się do roboty, gotowa by właśnie dzisiaj odkryć swój oszałamiający talent do pieczenia. Pełna optymizmu zakasałam rękawy, przewiązałam sobie w biodrach fartuszek i ruszyłam do pracy.
Puszyste i mięciutkie ciasto, śliczne zielone kiwi. Wyjmując moje dzieło z piekarnika byłam zachwycona - wyglądało książkowo! Pachniało obłędnie! Kulinarny majstersztyk! Wybornie przyrządzony zakalec!
Na domiar wszystkiego mój placek z kiwi smakował tak, jakby w środku nie znajdował się owoc, tylko pochodząca z Australii  apokaliptyczna martwa ptaszyna-zombie zabita już wcześniej z dziesięć razy. 
Nawet nie wiedziałabym jak zilustrować moje dzisiejsze rozczarowanie, więc umieszczam pracę nijak związaną z dzisiejszym wpisem (jednak możecie doszukiwać się w niej pełnych dramatyzmu symbolicznych odniesień*):

*miałam tu na myśli brak talentu.

wtorek, 1 stycznia 2013

Abażury i baniaczki.

Oto pierwszy mój wpis w Nowym Roku! Urodziłam się trzynastego, wiec mam nadzieję, że ten rok będzie zarówno szczęśliwy dla mnie jak i dla Was!
Ostatnio porzuciłam kolorowanie moich rysunków w fotoszopie i postawiłam znowu na bardziej tradycyjną metodę tworzenia. Już prawie zapomniałam jak przyjemnie się trzyma pędzel w ręku, a moja miłość do akwareli rośnie jak moja pupa po opychaniu się słodyczami, hihihi.