czwartek, 3 października 2013

Wykłady zagłady.

Siedząc dziś na pierwszym wykładzie w tym roku akademickim, zastanawiałam się, co ja właściwie tam robię? Dlaczego stoi przede mną człowiek, który myśli, że wykrzesam z siebie choć odrobinę wiedzy na temat sztuki nowoczesnej, kiedy to  jedyne czym dysponuję to wspomnienia, ach wspomnienia! Wakacyjne, beztroskie!
Wciąż jeszcze słyszę szum morza, śpiew tropikalnych ptaków, syk szampańskich bąbelków...
Tak mi tęskno za wami, Wakacje!


Powyższą tyradę podsumowuje praca ma, zrodzona z głębokiego jak Hańcza cierpienia. Z lewej przedstawiona jestem ja, ponosząca ewidentną porażkę podczas prób skupienia się na słowach wykładowcy, a z prawej moja towarzyszka niedoli Lulu, która poddała się falstartem.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Kocham jak zawsze! <3
Lulu

apostolka pisze...

zadawałam sobie dokładnie to samo pytanie, gdy poszłam na spotkanie przed inauguracją roku. to takie smutne.

Biddy! pisze...

Ty chociaż możesz porysować podczas wykładów, a ja? Ja to co? Mogę napisać jedynie: DUPA i to będzie szczyt moich możliwości.
TVN by brał, jestę dziennikarzę.

interstycjalna pisze...

Mam dokładnie takie same odczucia dotyczące studiów.

Prześlij komentarz