czwartek, 10 stycznia 2013

Masz babo placek.

Jako, że jestem totalną pierdołą jeśli chodzi o kulinaria, a gotowanie przecież jest ostatnio takie trendi, to postanowiłam zmienić stan rzeczy i spróbować swoich sił w wypiekach. Na moje nieszczęście posiadam w domu mamę z patologicznymi ciągotami do przebywania na terenie kuchni, musiałam więc zacząć od walki o terytorium. Po osiągniętym zwycięstwie (mamy akurat w domu nie było) wzięłam się do roboty, gotowa by właśnie dzisiaj odkryć swój oszałamiający talent do pieczenia. Pełna optymizmu zakasałam rękawy, przewiązałam sobie w biodrach fartuszek i ruszyłam do pracy.
Puszyste i mięciutkie ciasto, śliczne zielone kiwi. Wyjmując moje dzieło z piekarnika byłam zachwycona - wyglądało książkowo! Pachniało obłędnie! Kulinarny majstersztyk! Wybornie przyrządzony zakalec!
Na domiar wszystkiego mój placek z kiwi smakował tak, jakby w środku nie znajdował się owoc, tylko pochodząca z Australii  apokaliptyczna martwa ptaszyna-zombie zabita już wcześniej z dziesięć razy. 
Nawet nie wiedziałabym jak zilustrować moje dzisiejsze rozczarowanie, więc umieszczam pracę nijak związaną z dzisiejszym wpisem (jednak możecie doszukiwać się w niej pełnych dramatyzmu symbolicznych odniesień*):

*miałam tu na myśli brak talentu.

2 komentarze:

Alice pisze...

Hi Dixie, your art is amazing and I love your bog so I have nominated you for the Liebster Award for bloggers, if you are interested you can take it from here!

Alice x

http://girl-in-ink.blogspot.co.uk/2013/01/liebster-award-loveliness.html

M. pisze...

ciasto z kiwi... jak to się mogło udać? :D

Prześlij komentarz