środa, 11 grudnia 2013

2013

To jeden z ostatnich wpisów w tym roku! UWAGA: będzie długo i nudno!
 Paulinki wymyśliłam we wrześniu 2012 roku. Z każdą kolejną Paulinką uznawałam, że jest to Paulinka ostateczna i każdą nową Paulinkę rysować będę na jej obraz i podobieństwo - do śmierci. Wychodziło jednak na to, że z miesiąca na miesiąc zyskiwały one nowy kształt. Ciągle coś w nich poprawiałam - i robię to do tej pory.
W tym roku zachorowałam na bardzo ciężką chorobę, która być może będzie mi doskwierać do końca moich dni - Wściekliznus Rysunkowus, za którą odpowiedzialny jest mój tata, który na każdym kroku dopinguje mnie w moim rysowaniu i podejrzewam, że jest fanem numer jeden tego bloga (albo tylko tak mówi, żeby nie było mi przykro). 
Od października praktycznie nie odrywam się od kartki/tableta, przez co w ostatnich miesiącach czuję się dużo pewniej w rysowaniu i myślę, że zrobiłam spory postęp.
Postępy nie cieszyłyby mnie tak bardzo, gdybym nie dostawała od Was komentarzy, maili i wiadomości na fejsbuku. Nie wiem, czy chciałoby mi się prowadzić tego bloga przez cztery lata, gdyby absolutnie nikt go nie przeglądał - prawdopodobnie nie, tym bardziej dziękuję, że od czasu do czasu odwiedzanie mojego bloga, nawet jeśli nie zostawiacie po sobie żadnego śladu. Dziękuję też, że w ogóle chce się Wam czytać ten wpis, mimo iż jest dłuższy i nudniejszy od reszty innych moich wpisów, hihi.
W tym roku także zaprosiłam koleżanki, które również dzielą się swoją twórczością w internecie, do wspólnego rysowania. Wyszła z tego krótka seria dżemów. Tę zabawę będę kontynuować i w przyszłym roku.  Jeśli chcecie pobawić się z nami, to napiszcie do mnie maila. Jeśli jednak nie lubicie rysować, zawsze możecie popisać się kreatywnością i wymyślić nam tematy do zrealizowania!

Post użytkownika Dixie Leota.

Niedawno powstał również mój pierwszy ruchomy obrazek. Sześć klatek, które powstały na próbę, zanim zacznę bawić się w tworzenie mojej pierwszej, krótkiej animacji, którą mam plan zrealizować w najbliższej przyszłości i która zapewne zajmie mi tryliard lat.

Syrenka na podstawie pomysłu moich koleżanek z Lala Photography.

Byłam w tym roku twórczo płodna jak czarnoziem. Mam nadzieję, że przyszły będzie równie owocny w prace, przyniesie mi dużo lepszych pomysłów i kolejne postępy!
A Wam jeszcze raz dziękuję i życzę, byście w przyszłym roku mieli co zrobić ze swoim czasem i wykorzystywali go bardziej produktywnie, niż na przeglądanie jakiegoś głupiego bloga!

piątek, 6 grudnia 2013

Akcja animacja - część trzecia i ostatnia!


Za oknem wichura wyrywająca drzewa z korzeniami, więc postanowiłam poświęcić dziś dzień na nigdzie-niewychodzing, leżing i nicnierobing. W mojej głowie jednak wciąż siedział ten nieszczęsny, niedokończony gif. Uznałam więc, że skończę z nim raz na zawsze!
Oto apokaliptycznie-ostateczna wersja różowej panienki:

czwartek, 5 grudnia 2013

Akcja animacja!

Po trzystu tysiącach lat nakładania kolorów na gifa - skończyłam (na dzisiaj)! 
W założeniu miało to wyglądać nieco ładniej. 


...ale to nieco ładniej okazało się być pierdylion razy trudniejsze do wykonania, więc wyszło tak:


...ale to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo!

sobota, 30 listopada 2013

Studio filmowe Dixie Leota prezentuje:

Potrzebowałam przerwy, by odświeżyć sobie głowę. Potrzebowałam odpoczynku od rysowania, od myślenia o rysowaniu, od trzymania ołówka/długopisu,/rysika w dłoni. Potrzebowałam czasu dla siebie, w którym to mogłabym zająć się czymś zupełnie odmiennym: podróżowaniem dookoła świata, założeniem plantacji bobu, nauką grania na grzebieniu...
Po jednym dniu wpadłam na genialny pomysł: zabiorę się w końcu za robienie animacji! Nie miałam w zwyczaju zajmować się czymś takim, gdyż  animacja wymaga wytrwałości i cierpliwości - a ja czasami cierpię na niedobory tych dwóch cnót. Uznałam jednak, że co mi tam, spróbuję!
Zaczęłam od kilku klatek, które narysowałam na próbę i które mam w planach niebawem pokolorować:


środa, 27 listopada 2013

Gorzkie żale.


Ostatnio rysuję tak strasznie dużo, jakbym miała rysunkową wściekliznę. Mam przy tym dużo zabawy, jednak patrzenie na efekty zaczyna boleć mnie coraz bardziej dotkliwie.
Nie wiem o co chodzi, nawet mojej mamie podobają się ostatnio moje prace - a to już jest dla mnie nobilitacja pokroju przejścia etapu castingowego w dwunastej edycji programu Mam Talent. Po prostu wszystko co dotychczas zrobiłam przestało mi się podobać (och, to taki wielki problem). Oczy mi wykręca jak patrzę na moje prace (głodująca Afryka to przy tym pikuś). Mdleję z rozpaczy porównując się do innych, lepszych (życie życie jest nowelą).
Chyba potrzebna mi przerwa - o ile wytrzymam bez rysowania.

piątek, 22 listopada 2013

Takie tam.

Okrągłe i różowe Paulinki są fajne, ale postanowiłam tym razem narysować trochę mniej różowe i trochę mniej okrągłe Paulinki:

 

Ach, żeby nie było wątpliwości - drugi rysunek jest mocno inspirowany (co momentami zakrawa o beszszelną zżynę, hihi) Tuliem i Miguelem z Drogi do El Dorado.

środa, 20 listopada 2013

Rysowanie bez mózgu.

Naszła mnie ochota na rysowanie, jednak w głowie nie świtał mi żaden pomysł. Chwilę się powypinałam w nadziei, że nagle zaatakuje mnie myśl, wzniosła idea, która mogłaby mi przyświecać podczas procesu tworzenia... Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Mimo wszystko z kompletnie pustą głową zasiadłam nad tabletem i zaczęłam gryzmolić. Z tego bezmyślnego gryzmolenia wyszło mi to:


Mój drugi nokturn w karierze, hihi.

wtorek, 12 listopada 2013

Przerwa na reklamę.

Nadszedł czas na kolejny dżem! Tym razem to ja byłam tą, która rzuciła rękawicę. Moją ofiarą stała się Sweet Laziness. Naszym dzisiejszym zadaniem było narysowanie pinapki reklamującej jakiś owoc/warzywo.


Przy okazji odkryłam swoje nowe powołanie. Powołanie do działalności w branży reklamowej!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Piękny Umysł

Ostatnio dane mi było przejść przez prawdziwy koszmar.
Jakimś cudem znalazłam się na lekcji matematyki. Lekcji, w której nie spodziewałam się uczestniczyć, która była rozdrapywaniem odniesionych w przeszłości ran na moim intelekcie. Lekcji, która była furtką do moich odniesionych traum. Furtką, którą - miałam nadzieję - zamknęłam już na zawsze.
Los jednak bywa przewrotny. Bywa też bardzo okrutny.
Nie musiałam czekać długo, by usłyszeć swoje nazwisko i być poproszoną do tablicy. Przede mną ukazał się niezwykle długi i skomplikowany przykład matematyczny. Ciąg liczb, iksów, igreków, kwadratów, ułamków i pierwiastków. Zacisnęłam usta i ostatkiem sił powstrzymałam kręcące się pod moimi powiekami łzy bezsilności. Chwyciłam kredę i uniosłam drżącą ze strachu dłoń.
Wtem do mej głowy dotarły głosy. Szepty, które kierowały moim umysłem, porządkowały równania. Kreda w końcu dotknęła powierzchni tablicy i prowadzona siłą mego intelektu stawiała kolejne liczby. Z każdą chwilą wszystko zaczynało się wydawać logiczne. Nagle spojrzałam na świat oczami ścisłowca.
Kiedy dokonałam swego dzieła i cofnęłam się o krok od tablicy, ogarniając moimi czterema oczami kilka niemal nieskończenie długich linijek równań, dotarła do mnie prawda. 
Jestem matematycznym geniuszem.


Obudziłam się kilkanaście minut po 6, ale bałam się znów zasypiać.

niedziela, 10 listopada 2013

50s, 60s, 70s, 80s


Miałam narysować jedną Paulinkę na każdą dekadę XX wieku, jednak biorąc pod uwagę moje samozaparcie i umiejętność wytrwania w jednym, założonym przeze mnie temacie, postanowiłam na razie skończyć na czterech. Być może wkrótce dokończę to co zaczęłam - teraz jednak cieszcie się razem ze mną tym co jest! *radość*

50s
 60s
 70s
80s

środa, 30 października 2013

Jestem chora.

Budząc się dziś rano i odsłaniając okno, ujrzałam słońce, kłębiące się na niebie, białe jak baranki chmury, śpiewające ptaki i złocące się liście. Piękna pogoda, by wyjść z domu i zaznać trochę jesieni.


... w Simsach.

niedziela, 27 października 2013

Zapowiadała się spokojna niedziela...

...wtem nagle Katarzyna postanowiła zburzyć mój stojący na niepewnych fundamentach spokój. Wyzywam cię ponownie! - powiedziała, śmiejąc się złowieszczo.
W mej głowie zapanował mętlik. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa, by znów przeżywać ten stres, nie byłam gotowa na ponowne uczucie wstydu i upokorzeń zafundowanych mi przez Katarzynę. Nie mogłam jednak z czystym sumieniem odmówić. W końcu kimże bym była, gdybym stchórzyła? KIMŻE?!
Musiałam więc zebrać w sobie resztki męstwa i odwagi i stawić czoło wyzwaniu.
Tematem naszego starcia było przedstawienie przeciwniczki jako księżniczki Disneya.
Przełknęłam głośno ślinę, gdyż tworzenie czyjegoś portretu jest najkrótszą drogą do zaprzepaszczenia każdej przyjaźni. Postanowiłam jednak, że moja rywalka dostanie to czego chciała! Puściłam sobie w tle Eye Of The Tiger i ruszyłam do boju.

sobota, 26 października 2013

Niektórzy puszczają latawce....

...ja puszczam pawia.


Nie uważam, bym  była nawet blisko osiągnięcia twórczej nirwany, a moim celem jest rozwijanie się niczym rolka papieru toaletowego w publicznej ubikacji. Zaobserwowanie tego procesu wydaje mi się jeszcze łatwiejsze, kiedy zabieram się za coś, co spłodziłam jakiś czas temu. 
Oto nowa wersja mojej starej pracy

środa, 23 października 2013

Puszek okruszek!


Cześć, narysowałam dzisiaj buldoga francuskiego na różowej kanapie, patrzącego na Was z miłością. 

wtorek, 22 października 2013

Zło przeminie z wiatrem!

Dzisiaj Katarzyna z  What's for dinner?  rzuciła rękawicę, wzywając mnie na rysunkowy pojedynek.
Zdając sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znalazłam, pozostało mi tylko przełknąć głośno ślinę, podnieść wysoko głowę, pełną obaw i wątpliwości i z walącym w piersi sercem stawić czoło jej umiejętnościom.
Tematem naszego pojedynku była Scarlett O'Hara jako superhero /super villain .
Oto rezultaty naszej zaciętej walki:

sobota, 19 października 2013

Tortu?

Moim ulubionym okresem w sztuce jest rokoko - czas, w którym panowie paradowali w rajstopach, a panie nosiły na głowie wielopiętrowe torty.

piątek, 18 października 2013

Siostry, Dixie Leota, 2013


Omawiana praca to potrójny portret. Czas jego powstania datowany jest mniej więcej na I połowę XXI wieku. Praca ukazuje trzy siostry: Darię, Paulinę i Sandrę. Według najznakomitszych historyków sztuki - są to zapewne córki fundatora dzieła. 
Pierwsza z ukazanych na portrecie sióstr (od lewej) to Daria. Jej ubiór, czyli kraciasta koszula, wskazuje na to, że pobierała ona nauki na Politechnice, uczęszczając jednak na zajęcia w kratkę. Ta w środku to Paulina. Przedstawione na jej nosie okulary wskazują na to, ze jej patronusem jest  nietoperz.Lekki wiatr w jej włosach sugeruje, że być może była gwiazdą Bollywood. Ostatnia to Sandra, której bluzka w odciski zwierzęcych łapek może wskazywać na trzy wersje interpretacji:  przebiegło po niej stado zwierzątek, może symbolizować to, że chodziła na czworaka do 12 roku życia, lub to że lubi dżem.
Autor z niezwykłym weryzmem  ujął złożony charakter każdej z przedstawionych na obrazie dziewcząt. Pomimo długoletnich badań, sprawowanych nad pracą do dziś nie wiadomo, po co zbudowano Stonehenge i dlaczego ośmiornice nie lubią tartej marchewki.

środa, 16 października 2013

Nafingspeszjal

Zaopatrzyłam się ostatnio w nowy sprzęt do rysowania, co zaczęło sprzyjać moim twórczym wynurzeniom. Na początek: Syrenka wynurzająca się z fali mydlanych.


Mam jeszcze tryliony rysunków z serii Nafingspeszjal - wszystkie chciałam umieścić w jednym wpisie, jednak chyba mój komputer dostał jakiegoś wstrętnego wirusa, bo im dłużej moje gryzmoły leżą na dysku, tym stają się szkaradniejsze. Skandal!

czwartek, 3 października 2013

Wykłady zagłady.

Siedząc dziś na pierwszym wykładzie w tym roku akademickim, zastanawiałam się, co ja właściwie tam robię? Dlaczego stoi przede mną człowiek, który myśli, że wykrzesam z siebie choć odrobinę wiedzy na temat sztuki nowoczesnej, kiedy to  jedyne czym dysponuję to wspomnienia, ach wspomnienia! Wakacyjne, beztroskie!
Wciąż jeszcze słyszę szum morza, śpiew tropikalnych ptaków, syk szampańskich bąbelków...
Tak mi tęskno za wami, Wakacje!


Powyższą tyradę podsumowuje praca ma, zrodzona z głębokiego jak Hańcza cierpienia. Z lewej przedstawiona jestem ja, ponosząca ewidentną porażkę podczas prób skupienia się na słowach wykładowcy, a z prawej moja towarzyszka niedoli Lulu, która poddała się falstartem.

czwartek, 12 września 2013

Koszmar z ulicy Wiązów

Zawsze byłam trzęsiportkiem – mimo to byłam zdolna pokochać kino grozy i fundować sobie od czasu do czasu koszmary, osiusiane ze strachu majtki i nieprzespane noce.
W dzieciństwie, pod nieobecność rodziców, obejrzałam sobie fragmenty Egzorcysty Friedkina z 1973 roku. Tym samym zwichrowałam sobie psychikę i leczę się do tej pory. *hehe żarcik*
Pamiętam, że tak bardzo się wystraszyłam, że nie mogłam spać kilka nocy pod rząd. Parę lat później, gdy ktoś głupi wysłał mi wyjca z twarzą tej opętanej dziewczynki, to dostałam zawału i palpitacji wszystkich organów wewnętrznych. Wykręcało mnie na lewą stronę za każdym razem, na samo wspomnienie tego filmu.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym pozwoliła zatriumfować mojemu długo pielęgnowanemu lękowi. Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym będę musiała stawić czoła demonom przeszłości.
Umówiłam się więc z moimi przyjaciółkami, by najbliższej nocy obejrzeć Egzorcystę i postarać się nie umrzeć z przerażenia. 
Misja zakończyła się sukcesem. Wcale nie było tak źle! Straszna japa tej dziewczynki przestała robić na mnie jakiekolwiek wrażenie. Nie wiem czy to zasługa tego, że po prostu wyrosłam ze swojego strachu, tego, że pomagały mi z nim walczyć dwie zaufane osoby, czy że pod wpływem wody z odparowanych zwłok króla Sobieskiego zrobiłyśmy sobie pauzę w trakcie filmu, by potańczyć do piosenek Abby.

wtorek, 3 września 2013

O radości, iskro bogów!

Nalezę do grona studentów, więc początek września nie oznacza dla mnie powrotu do szkoły. Mijając na ulicach dzieci i młodzież zaopatrzonych w plecaki, maszerujących do szkoły, zadzieram głowę wysoko i uśmiecham się szeroko, ponieważ przede mną jeszcze miesiąc wakacji, cztery tygodnie, trzydzieści dni!
Słońce, tropikalne plaże, drinki, palmy (na tapecie mego komputera)...! Ach! Radość, nieopisana radość!
To nic, że niedługo mam poprawkę!

niedziela, 1 września 2013

Koniec wakacji - czas akrobacji (tytuł bez sensu, jakby z kredensu)!


Jako, że wakacje się skończyły - ku uciesze spragnionych intelektualnych przygód szkolnej młodzieży - postanowiłam w końcu tu napisać i gorąco Was przeprosić, ponieważ zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nie macie niczego lepszego do roboty, niźli czekanie z utęsknieniem na mój kolejny wpis!
Tym razem nie chciało mi się rysować nie miałam czasu na rysowanie, więc umieszczam tu kilka zdjęć zrobionych podczas moich wakacji w Knurowie, Lubomierzu i Kędzierzynie Dolnym. Mam nadzieje, że spędziliście ten letni czas równie miło, co ja!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Ciemna Strona

Od zawsze ciągnęło mnie w kierunku sztuki wysokiej, a to czym się w życiu zajmuję, traktuje z należytą temu powagą.  Niekiedy jednak dochodzą mnie krzywdzące słowa. Słowa, które niczym sztylet wbijają się w moje serce. Słowa, które niczym niewidzialna ręka, wyrywają mi je z piersi i rozrywają na strzępy, a mianowicie: moim pracom brakuje głębi.
Czy mogą paść z czyichś ust słowa, które mogłyby jeszcze bardziej zranić prawdziwego artystę? Czy ktokolwiek byłby w stanie sprawić, by moja dusza pogrążała się w większym rozczarowaniu?
Ilość złej energii, która kumulowała się we mnie, zaczęła utrudniać mi życie. Cierpienie wypełniało moją egzystencję, jak kranówa miejskie rury – jednak  jak głosi powszechnie znana prawda – cierpieniem namalować można najpiękniejsze obrazy.
Zajrzałam więc w głąb siebie, gubiąc się w sieci moich rozterek i zmartwień. Odnalazłam tam  jednak mroczne zakamarki mojej duszy. Stronę tak ciemną, jak świat oczami Steviego Wondera.
Postanowiłam więc z potrzeby mojego targanego cierpieniem i gniewem serca spłodzić kolejne dzieło, głębokie jak jezioro Bajkał.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Syrenka

sobota, 10 sierpnia 2013

Drinkin' Rum and Coca-Cola

Wracam po chwilowej nieobecności w moim internetowym domku, w którym każdego witam z otwartymi ramionami, częstuje wirtualnym buziakiem w policzek, ciasteczkiem i herbatką. 
Wczoraj, kiedy w końcu oderwałam się od fejsbuka, postanowiłam wprowadzić nieco urozmaicenia w moim życiu.
 Weszłam na google i za jego pośrednictwem dotarła do mnie smutna wiadomość, a mianowicie: Patty Andrews, najstarsza z członkiń zespołu The Andrews Sisters, odeszła z tego świata, powodując, że moje chyba ulubione śpiewające trio może znów dawać koncerty - tyle, że w niebie.
Poniżej fragment jednej z moich prac, który wykonałam podczas słuchania jednego z ich utworów.


czwartek, 4 lipca 2013

Strach ma wielkie oczy.

Czy znacie to uczucie, gdy każda część Waszego ciała wpada w rezonans, swoim drżeniem uniemożliwiając Wam normalne funkcjonowanie? Czy doświadczyliście w swoim życiu świadomości, że każda minuta, każda sekunda zbliża Was do nieuniknionych cierpień? Czy obcy jest Wam moment, w którym to organy wewnętrzne zaciskają się Wam w pętelkę, a umysł doprowadzony jest niemal do szaleństwa?
W ostatnich dniach na własnej skórze mogłam się przekonać czym jest prawdziwy strach.
Czekając w poczekalni u dentysty biłam się z myślami i zadawałam sobie fundamentalne pytanie: Czy warto?
Czy warto ryzykować i dobrowolnie skazywać się na ból i dyskomfort? Czy warto ryzykować wręcz własnym życiem, zwłaszcza że niedawno usłyszałam historię o dziewczynie, która umiera na fotelu dentystycznym po otrzymaniu znieczulenia? Jak daleko jest w stanie się posunąć ktoś taki jak dentysta, którego siostra nosi imię cierpienie?  Czemuż to  los tak perfidnie sobie ze mnie zakpił i sprawił, że ufna niczym niewinna owieczka zawitałam w gabinecie stomatologicznym? 
Moje przemyślenia nagle zostały przerwane przez niewysoką, młodziutką i bardzo sympatycznie wyglądającą panią, która przedstawiła się jako moja nowa dentystka i zaprosiła mnie do mojego gabinetu.
Zło niekiedy przybiera niepozorny wygląd. - pomyślałam.


Zasiadając na fotelu dentystycznym i przyglądając się tym wszystkim wymyślnym narzędziom, mogłam się poczuć, jakbym właśnie była w Pile. W myślach pożegnałam się ze światem i przełknęłam rzewne łzy, które cisnęły mi się do oczu. Starałam się przywrócić obraz twarzy najbliższych memu sercu ludzi. W panice spojrzałam w kierunku drzwi, rozważając możliwość ucieczki. Był to niewątpliwie ostatni moment, ostatnia szansa, by uciec, by uwolnić się...
Nagle pani dentystka poinformowała mnie, że jest już po wszystkim. Los po raz kolejny zakpił sobie ze mnie, a strach okazał się mieć jedynie wielkie oczy.

sobota, 29 czerwca 2013

piątek, 28 czerwca 2013

Ogrodniczki!


W cudownym dniu, w którym to udało mi się zdać ostatni egzamin śmierci przed wakacjami, postanowiłam w nagrodę pójść na zakupy razem z moją przyjaciółką Lulu.
Podczas szturmowania sklepowego wnętrza otrzymałam, po raz kolejny tego dnia, szczęściem prosto w twarz. W zasięgu mojego wzroku pojawiły się cudowne ogrodniczki - prawie takie same, w jakich posiadaniu byłam jak miałam 5 lat. Do oczu napłynęły mi więc łzy, gardło zostało zaciśnięte przez sentyment, a przez głowę przebiegło mi kilka wzruszających wspomnień sprzed lat, kiedy to miałam nie lada problemy, by rozpakować się z nich, gdy mocno chciało mi się siku.
Kiedy je w końcu założyłam, postanowiłam, że już nigdy ich nie zdejmę!

piątek, 21 czerwca 2013

Lato!

Witam Państwa w pierwszy dzień lata.
Ileż to ja się naczekałam na te upały, na piekące słońce, na roznegliżowane ciała emerytów wygrzewających się na plaży! 
+ 700 stopni w cieniu pobudza w końcu do działania, więc spokojnie mogę zacząć realizować swoje wakacyjne plany: