niedziela, 12 lutego 2012

Głupia twarz.

To jedno z moich dziełek, które powstało w tym tygodniu, w którym rozkoszowałam się słodką wolnością, portret mojej najmłodszej siostry, Sandry. Moja kochana mama znowu okazała się być najlepszym krytykiem na świecie. Po pytaniu kogo przedstawia ten obraz, odpowiedziała od razu: Sandra! Po czym, gdy chciałam zadowolona wrócić do swojej magicznej pracowni, dodała: 'w ogóle nie podobna!'. Oczywiście po jej słowach ponownie zaczęłam rozważać przerzucenie się na coś, co mi w końcu zacznie wychodzić, nie wiem, montowanie spojlerów w Lanosie, czy coś. Jednak postanowiłam walczyć i na drugi dzień z rana zabrałam się za malowanie kolejnego, nowego obrazu, oddając ten powyżej moim siostrom. Faza początkowa była trudna do przebrnięcia ze względu na telefony zachęcające mnie do nadrabiania zaległości towarzyskich, których się dorobiłam podczas sesji i niezbyt dobrze mi szło trwanie wiernie przy płótnie z pędzlem w dłoni, bo jak śpiewała najbardziej znana polska wydra: 'muszę żyć życiem towarzyskim'. Obraz jest więc nieskończony, a ja mam za sobą dwie pełne przygód imprezy. Mam jednak nadzieję, że wkrótce skończę malowanie i będę miała się Wam czym pochwalić.
Buzi!
PS. W ten weekend odeszła Ania Maria Przybysz, której prace bardzo ceniłam i śledziłam od zeszłego roku (annamariaprzybysz.pl). Jestem myślami z jej przyjaciółmi i rodziną.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Undead undead undead.


Po żonie Frankensztajna i Monstrum przyszedł czas na Dracule! 
Nareszcie rozpoczęły mi się ferie, więc mogę skończyć etap braku życia i przejść w kolejny etap braku życia, tym razem spowodowanym mrozem śmierci -10000000 stopni. Nie mam zamiaru wychodzić z domu, dopóki trochę nie zelży, zwłaszcza, po mojej szalonej i niebezpiecznej zimowej przygodzie dzisiaj rano. Oczywiście bardzo Was obchodzą moje fascynujące przygody, jednak muszę Was rozczarować, bo nie o tym będzie ten wpis.
Tak czy siak, przewiduję u siebie w ciągu najbliższych dni wzmożoną płodność artystyczną, bo będę miała zdecydowanie więcej czasu na rysowanie/malowanie, więc żywię szczerą nadzieję, że moje dziełka podejdą mi bardziej, niż ten u góry. Uwielbiam Belę Lugosi/Draculę i myślę, że nie do końca wyszło mi oddanie jego kozackości. Pozostaje mi więc ćwiczyć!
Buzi!
PS. klik!