czwartek, 26 stycznia 2012

Trudne sprawy.

Jako, że jestem przykładną studentką, to nie mam życia, bo się uczę. Ostatnio w mój nołlajfing wciągnęłam Luizę (pozowała ostatnio dla Pin-Up America, jak ktoś ciekawy, to niech obczai) :*, która mieszkała sobie u mnie przez kilka dni, przeżywając ze mną bardzo emocjonującą edukacyjną przygodę. Oczywiście nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie urozmaicały sobie nauki graniem polki na cztery ręce na klawiszach, przeglądaniem cudzych blogasków i wysnuwaniu o nich subiektywnych opinii ('borze zielony, ale ona ma japę na tym zdjęciu'*), szukaniu wykrojów do naszych nowych kreacji, wierząc, że po sesji osiągniemy krawiecki Mount Everest, siedzeniu w piżamach do 15 przy ciepłej herbatce, objadaniu się co 5 sekund różnymi pysznościami, budowaniu wieży Babel z poduszek, oglądaniu filmów o złych nauczycielach, księżach walczących z wampirami i innych z Robertem Downey Jr. <3 *wielka miłość* <3.
Niestety, pomimo naszych intelektualnych wysiłków coś czujemy, że chyba nie zaliczyłyśmy naszego kółka ze sztuki starożytnej ;c.A teraz szykuję się na chwilę odpoczynku, bo jestem tego warta.
Buzi!
* to był żarcik bo jestem bardzo miła i nikogo nigdy nie obgaduję, hihi.

czwartek, 12 stycznia 2012

Gorzkie żale.

Okres, w którym to wszyscy studenci zamieniają się nagle w jęczące Marty i wylewają swoje gorzkie żale wszędzie gdzie się da, uważam za rozpoczęty!
Jako, że słowa 'praca intelektualna' zawsze brzmiały dla mnie jak język mongolski, to od początku wiadomo było, że kiedy tylko zaczną się zbliżać zaliczenia, to będę siedzieć w kącie, zapłakana jak mały pedałek, przytulając się do książek i powtarzać, że nic nie umiem, że za mało czasu, że niczego już się nie nauczę. Pomimo moich proroczych przewidzeń, jak zwykle okazałam się być lamusem, co to zostawia sobie wszystko na ostatnią chwilę. Siedząc, umęczon pod ponckim Piłatem nad 'Zagadkami z historii sztuki', chłoniąc wiedzę jak Spongebob, praktycznie non stop jem słodycze, co przyprawia mnie o chwilowe ciepełko na serduszku. *grubasek*
(soraski za tak zwaną przysłowiową focię z dupy, ale wpis na tym blogu bez żadnego zilustrowania jeszcze nigdy nie nastąpił, także czułam na sobie presję szukając w moich folderach jakiegoś godnego i wysokoartystycznego zdjęcia, hihi)
<3
A teraz przedstawię Wam w skrócie to, co udało mi się zapamiętać:
1. Caravaggio zabił człowieka piłką.
2. Cellini był gejem i mordercą.
3. Watteau był strasznie brzydki.
4. Kozyra zarżnęła konia.
5. Manzoni pokazał całemu światu swoją kupę.
6. L.H.O.O.Q wymówione fonetycznie po francusku znaczy 'jest jej ciepło w tyłek'.
7. Było kilku takich ludzi, co rzucali się na dzieła sztuki z kwasem i toporkiem.
Obawiam się, że moja cała wiedza skondensowała się jedynie do tych siedmiu punktów. Z tego miejsca chciałam pozdrowić Sami-wiecie-kogo, który robi nam robi jutro koło z takiego combo ;* Trzymajcie za mnie kciuki!

wtorek, 3 stycznia 2012

It's alive!

Na początku życzę Wam wszystkiego dobrego w nowym roku! Mam nadzieję, że się dobrze bawiliście w Sylwestra i nikt z Was nie spił się jak szmata, nikt w Was nie rzucił drzwiami, na nikogo z Was nie spadł telewizor i nikt z Was nie podpalił sobie włosów.
Swoją drogą, po portreciku Magnety z The Rocky Horror Picture Show aka żony Frankensteina, przyszedł czas na jej męża - Monstrum (nie do końca go dopracowałam, wiem. Wróżę mu rychłe pimpowanie.) .Obejrzałam sobie dzisiaj drugą ekranizację z 1931 roku i mnie oświeciło w końcu, że Frankenstein to był ten profesor, a nie stworzony przez niego potwór! Tyle lat żyłam w niewiedzy! *o ja głupia*.