poniedziałek, 6 lutego 2012

Undead undead undead.


Po żonie Frankensztajna i Monstrum przyszedł czas na Dracule! 
Nareszcie rozpoczęły mi się ferie, więc mogę skończyć etap braku życia i przejść w kolejny etap braku życia, tym razem spowodowanym mrozem śmierci -10000000 stopni. Nie mam zamiaru wychodzić z domu, dopóki trochę nie zelży, zwłaszcza, po mojej szalonej i niebezpiecznej zimowej przygodzie dzisiaj rano. Oczywiście bardzo Was obchodzą moje fascynujące przygody, jednak muszę Was rozczarować, bo nie o tym będzie ten wpis.
Tak czy siak, przewiduję u siebie w ciągu najbliższych dni wzmożoną płodność artystyczną, bo będę miała zdecydowanie więcej czasu na rysowanie/malowanie, więc żywię szczerą nadzieję, że moje dziełka podejdą mi bardziej, niż ten u góry. Uwielbiam Belę Lugosi/Draculę i myślę, że nie do końca wyszło mi oddanie jego kozackości. Pozostaje mi więc ćwiczyć!
Buzi!
PS. klik!

3 komentarze:

Sandra pisze...

Pikne ; *

Anonimowy pisze...

to twój chłopak??

D. pisze...

oczywiście.

Prześlij komentarz