niedziela, 25 grudnia 2011

Dixie Chopin

Wczoraj zamieniłam się w Jerry'ego Lee Lewisa i daję czadu na kibordzie, którego to dostałam wczoraj pod choinkę! Zawsze chciałam się nauczyć grać na pianinie, więc moja radość, kiedy skapnęłam się, że największy prezent leżący pod choinką jest mój (jak się potem okazało, nie jest największy, bo moja siostra dostała samochód ;o) i to na dodatek są klawisze, była przeogromna. Na dodatek, mimo iż mam go nieco ponad 24 godziny, to tak to granie mi dobrze idzie, że zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie mam autyzmu! ;O Pozostaje mi jednak żywić nadzieję, że to mój czysty geniusz, bo nieskromnie muszę przyznać, że zasuwam jak koń wyścigowy na koksie i sama jestem zaskoczona tym, jak dużo już umiem! Żałujcie, że nie możecie słyszeć tych pięknych dźwięków, których jestem sprawcą, ale spokojnie, szykujcie się niedługo na mini recital, bo nie ma opcji, bym z takim darem nie została sławna.
A Wam co Mikołaj przyniósł?

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt + Wszystkiego najlepszego mój blogu!

Najwsampierw chciałabym Wam wszystkim złożyć jak najlepsze życzenia świąteczne i żebyście nie musieli chować swoich dupeczek przed Mikołajową rózgą!
Dzisiaj, jak widać, mogłam znowu zabłysnąć moim kulinarnym talentem, piekąc moje najpyszniejsze na świecie korzenne ciasteczka, które są jak teleport do krainy szczęścia i sama już zjadłam prawie całą blaszkę *grubas*. Również dzisiaj, dnia 23 grudnia roku pańskiego anno domini, mijają DWA LATA, odkąd piszę na tym blogu. DWA LATA. Jeszcze, żaden mój blog nie przeżył tak długiego okresu czasu! Wcześniej nawet nie miałam nigdy bloga!
+  klik
Buzi!

czwartek, 8 grudnia 2011

Berlin!


Właśnie wróciłam z Berlina i czuje się jak po mega ciężkim melanżu, zwłaszcza, że od wtorku spałam tylko 4 godziny *lunatyk* (czasu było przecież o miliard za mało, a trzeba było zwiedzać i podziwiać widoki w podróży!) Tak czy siak podczas zwiedzania, różnych wystaw, etc udało mi się być żywym człowiekiem, co zaowocowało myślałam-że-będzie-tego-więcej ilością zdjęć i objawieniem się moich niezwykłych umiejętności posługiwania się językiem niemieckim, które objawiły się tak nagle, że do tej pory nie mogę uwierzyć, że potrafię złożyć zamówienie w knajpie (co prawda z drobną pomocą naszego profesjonalnie zgermanizowanego Sznycla ;*) i zrobić zakupy po niemiecku! (Guten tag! Danke shon!).


+ przedświąteczny akcent na koniec:

Tschus!