środa, 16 listopada 2011

Pimp my painting.


Zaopatrzyłam się kilka dni temu w tubki z brokatem w różnych kolorach i w mojej głowie zaświtał szatański pomysł...
Oczywiście nie domyślacie się co to za pomysł...
Postanowiłam odpimpować mój obraz! Jako, że jestem sroczką i podoba mi się wszystko co błyszczy, od razu wiedziałam, że moje jeszcze bardziej kiczowate gówienko niż zwykle zawiśnie na mojej honorowej ścianie! Kiedy skończyłam babrać się w kleju i brokacie pomyślałam sobie to samo jeszcze raz, bo nie wiem jak Wam, ale mi się teraz ten obraz strasznie podoba i stał się moim ulubionym obrazem z moich wszystkich dziełek. Niestety to, co możecie widzieć powyżej niezupełnie oddaje efekt jaki można ujrzeć na żywo, bo robiąc zdjęcie robił się straszny mega odblask, przez co tło wygląda jak 'mrówki' w telewizorze.
PS> Mam podobno koszmarny gust, więc jak się Wam nie podoba, to możecie spokojnie po tym jeździć :D

sobota, 12 listopada 2011

Takie lale! + post-urodziny.


Najwsampierw zacznę od najważniejszej informacji na dzisiaj: jutro są moje urodziny, nie zapomnijcie mi złożyć życzeń!
Jak co roku szalenie cieszę się z urodzin, bo to zawsze wiąże się z miłymi niespodziankami (jak moje post-urodziny dzisiaj rano, tort, prezenty itp, pozdro Karolina, pozdro Piotr!), a poza tym moja mama zawsze robi miliard mojego ulubionego jedzenia *grubas*, dostaje zawsze dużo fajnych prezentów, znajomi, o których prawie zapomniałam składają mi nagle życzenia, bo fejsbuk im przypomniał, etc :D Tak czy siak to ważne święto nie jest jeszcze dzisiaj, także zachowuję swoją nieposkromioną radość na jutro i cierpliwe przeczekam wigilię moich urodzin, hehe.
Obraz, który widzicie powyżej jest oczywiście, jak zawsze, mojego autorstwa. Doszłam do wniosku, że tym razem daruję sobie udowadnianie, że umiem malować realistycznie (bo nie do końca umiem), więc paplałam się w swojej manierze. Z resztą po co mam na siłę w pocie czoła spędzać miliony lat przy płótnie i frustrować się, że mi nie wychodzi jak żywe, skoro i tak malowanie jest dla mnie tylko zabawą i pewnie nigdy dzięki niemu niczego nie osiągnę, zważając na to, jak sobie lekko czasami do tego malowania podchodzę. To może i dobrze, bo przynajmniej nie czuję na sobie żadnej presji, nie muszę nakręcać na siebie bata, nie muszę się do niczego zmuszać, nie muszę nawet umieć malować, bo tworzę dla zabawy i jest mi z tym bardzo dobrze, tym bardziej, że jestem niesamowitym leniuszkiem.

czwartek, 10 listopada 2011

Jesus loves you.