piątek, 29 kwietnia 2011

I'll be your fantasy friend forever.


Dzień rozpoczęłam kawą, spacerem i graniem w klasy z lasiami ;*, a potem oglądaniem transmisji ślubu księcia Williama (wiecie jak on ma na nazwisko?) i Kate Middleton (wiecie jak ona ma teraz na nazwisko?). Tak czy siak potem wzięłam się za rysowanie. Nie wyszło tak jak chciałam, ale myślę, że jakoś uda mi się żyć z jego trochę za małym okiem i nie do końca dopracowanymi włosami, hehe.

wtorek, 19 kwietnia 2011

You make me feel like dancing.


Kiedy myślałam już o przerzuceniu się z malowania na sadzenie rzodkiewek... W sumie cały czas rozważam tę opcję, bo jestem malowaniem umęczon pod ponckim piłatem. Za to z rysowaniem sprawa ma się nieco inaczej. Może dlatego, że dawno nie posługiwałam się ołówkiem i mam przy tym więcej frajdy! W każdym razie efekt mojej dzisiejszej (i niedokończonej) pracy widać powyżej.
Tak swoją drogą, to z tej okazji, że w tym tygodniu są święta, to chciałabym Wam życzyć bardzo dużo dobrych życzeń ;*

czwartek, 7 kwietnia 2011

Polly wants a cracker, część II

Tak zazwyczaj kończą obrazy, które mnie denerwują! Poprawiałam to gówienko jeszcze sto miliardów razy, aż się w końcu poddałam!*agresja na maksa hehe* Nie mogę sobie robić takich długich przerw w malowaniu, bo cofam się w rozwoju w zastraszającym tempie. Dzisiaj wzięłam się znowu za pędzel, nie zrażając się niepowodzeniami dnia wczorajszego, bo jak to mówią najstarsi górale: nie oglądaj się za siebie, bo Ci z przodu ktoś przy...wali.

środa, 6 kwietnia 2011

Polly wants a cracker, maybe she would like more food.

Dzisiaj pokaże Wam obraz, który moja mama skomentowała 'jejku, jaki brzydki' (bo jej nie obchodzi to, że rani w ten sposób moje uczucia!) W każdym razie w końcu się skoagulowałam i przedsiemwzięłam do namalowania mojego kolejnego obrazu. Na początku mojej przygody z nim zamalowałam płótno na kolor niebieski. To był etap, w którym byłam najbardziej zadowolona ze swojej pracy, bo wyszło tak jak chciałam i nie musiałam niczego poprawiać, hehe.
Potem to wiadomo, malujemy resztę! (kiedyś napiszę książkę 'Malowanie dla początkujących')
No i voila, efekt końcowy tutaj. Moja mama oprócz tego, że powiedziała, że lasia z obrazu wygląda jak brzydka wychudzona narkomanka z przeszłością alkoholową, to się zastanawiała dlaczego ona ma czerwony nos. Otóż proszę państwa! Niebieski jest kolorem zimnym, więc tak na chłopski rozum przyjmujemy, że jest jej zimno, a jak jest zimno i jest mróz, to zaczyna czerwienieć nos! Przecież to jest bardziej niż oczywiste!
Tak czy siak, jeśli wciąż macie obiekcje do jej czerwonego nosa i np. gęby jak tłuczek do mięsa, to możecie zamienić się w moją mamę i walić śmiało!
Buzi.
EDIT: Szykuje się chyba kolejna 'Bitwa pod Grunwaldem' (dla przypomnienia: klik, klik, klik i klik) bo poprawiałam dzisiaj ten pożal się borze obraz i NADAL MI NIE WYCHODZI. Jutro wrzucę tu moje dalsze 'postępy', eh eh.