czwartek, 27 stycznia 2011

On candystripe legs the spiderman comes.


Obraz zainspirowany sesją, a konkretniej tym kolesiem, z którego jest niezła babka. Obraz jest niemały, a powstał w tylko 2 godziny. Nie przykładałam szczególnej uwagi do szczegółów i do oddania podobieństwa, chciałam raczej spróbować malować jak fowista, tyle, że bez kolorów ;*
EDIT: Jak widać u góry, zmieniłam trochę obraz. czułam wewnętrzną potrzebę dopieszczenia go, więc chwyciłam dziś pędzel i ruszyłam do boju. Kiedy skończyłam, to doszłam do wniosku (szkoda, że nie nasuwają mi się one w trakcie malowania), że w sumie postać, którą namalowałam przypomina trochę skrzyżowanie Lejdi Gagi, Geralta z Liwii i białowłosego elfa z jakiejś kiepskiej gry komputerowej ;o Morał z tego taki, że muszę w końcu nauczyć się malować tak, żeby być potem w pełni zadowolona z efektów swojej pracy. Pisałam tu kiedyś, że dla mnie moje wszystkie obrazy są jak dzieci. Ten z pewnością też, tylko akurat wyszła mi z tego trzynoga, upośledzona, upierdliwa i rozwrzeszczana dzidzia z wodogłowiem.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Marching the hate machines into the sun.


Najwsampierw chciałabym wszystkim moim czytelnikom (z informacji podawanych przez blogspota wychodzi na to, że jest Was AŻ 10!) życzyć szczęśliwego nowego roku i dużo, dużo pieniędzy, które będziecie wydawać na moje obrazy mhihi.
W tym roku nie mam żadnych postanowień noworocznych, bo jak zawsze pewnie można by je było o kant dupy roztrzaskać, więc żadnego obiecywania sobie, że będę bardziej pracowita, koniec z chwilowym zamienianiem się w kujona, mój pokój i tak się sam zabałagani, nawet nie wiem na co mam oszczędzać swoje pieniądze, od słodyczy i tak dużo nie przytyję, a nawet jeśli, to człowiek żyje teoretycznie krótko, a jak umrę to już jeść nie będę i żadne dziady nawet nie pomogą, etc etc. W każdym razie dzisiaj dokonałam szeregu przedsiemwzięć jeśli chodzi o malowanie, a mianowicie poprawiłam (po raz trzeci!) mój łysy i piegowaty obraz, a potem zaczęłam malować kolejny, który pewnie też będzie dopieszczany przez ponad rok, znając mnie:


Ta pani z obrazka wyglądała trochę jak po chemioterapii (albo jak Agness na jednym ze zdjęć z Mermetu ;*), więc postanowiłam dorobić jej włosy i na tym opierała się zmiana:

Chyba lepiej, co nie? W każdym razie w końcu ten obraz zawiśnie u mnie w pokoju, bo można go uznać za skończony. A teraz idę się psychicznie przygotować na jutrzejszy dzień, bo pewnie jak co wtorek Matełusze będą mi dokuczać w pociągu ;*
Buziaki.