poniedziałek, 3 stycznia 2011

Marching the hate machines into the sun.


Najwsampierw chciałabym wszystkim moim czytelnikom (z informacji podawanych przez blogspota wychodzi na to, że jest Was AŻ 10!) życzyć szczęśliwego nowego roku i dużo, dużo pieniędzy, które będziecie wydawać na moje obrazy mhihi.
W tym roku nie mam żadnych postanowień noworocznych, bo jak zawsze pewnie można by je było o kant dupy roztrzaskać, więc żadnego obiecywania sobie, że będę bardziej pracowita, koniec z chwilowym zamienianiem się w kujona, mój pokój i tak się sam zabałagani, nawet nie wiem na co mam oszczędzać swoje pieniądze, od słodyczy i tak dużo nie przytyję, a nawet jeśli, to człowiek żyje teoretycznie krótko, a jak umrę to już jeść nie będę i żadne dziady nawet nie pomogą, etc etc. W każdym razie dzisiaj dokonałam szeregu przedsiemwzięć jeśli chodzi o malowanie, a mianowicie poprawiłam (po raz trzeci!) mój łysy i piegowaty obraz, a potem zaczęłam malować kolejny, który pewnie też będzie dopieszczany przez ponad rok, znając mnie:


Ta pani z obrazka wyglądała trochę jak po chemioterapii (albo jak Agness na jednym ze zdjęć z Mermetu ;*), więc postanowiłam dorobić jej włosy i na tym opierała się zmiana:

Chyba lepiej, co nie? W każdym razie w końcu ten obraz zawiśnie u mnie w pokoju, bo można go uznać za skończony. A teraz idę się psychicznie przygotować na jutrzejszy dzień, bo pewnie jak co wtorek Matełusze będą mi dokuczać w pociągu ;*
Buziaki.

5 komentarze:

ulepione pisze...

łaał! podoba mi się ta zmiana! o wiele lepiej!

xxx pisze...

JESTEŚ OKROPNA!!!!!!!!!!!!!!!

D. pisze...

A JA MYŚLAŁAM, ŻE MNIE UWIELBIASZ!!!!

Joy pisze...

W pociągu? gdzie byłaś? Obraz fajnie teraz wygląda chociaż wcześniej też mi się podobał <3

D. pisze...

w kolejce raczej, byłam w gdynii na kamiennej górze w gimnazjum nr 11, bo się trochę cofnęłam w rozwoju i przenieśli mnie tam ;*

Prześlij komentarz